Ekologia na topie
Ekologia od kilkunastu lat jest na ustach wszystkich. Nic dziwnego, że także w branży budowlanej mówi się coraz więcej na ten temat. Od niedawna w Polsce bardzo modne jest budownictwo przy wykorzystaniu naturalnych materiałów. Coraz więcej mówi się o budowaniu ze słomy i gliny, a także oczywiście tradycyjnie z drewna. Ten ostatni sposób nie jest jednak tak bardzo ekologiczny jak mogłoby się zdawać. To prawda, że z punktu widzenia ludzi (i ewentualnych zwierząt) mieszkających w drewnianym budynku jest to bardzo zdrowe. Jednak jeśli chodzi o środowisko naturalne trzeba zużyć dość dużo drewna. Część pochodzi z regularnych wyrębów, które są przeprowadzane wręcz dla „zdrowia” lasów, zabezpieczenia przed pożarami itp. Jednak gdyby każdy chciał mieć w pełni drewniany dom, musielibyśmy powycinać wszystkie lasy albo sprowadzać za dopłatą drzewo np. ze Skandynawii. Dlatego coraz chętniej się mówi o budownictwie z alternatywnych, łatwych do dostania, ekonomicznych materiałów. Glina i słoma to najtańszy i najpowszechniej dostępny materiał budulcowy. Słoma w naszym kraju wciąż w dużym stopniu rolniczym jest niemal za darmo. Wiele osób odnosi się jednak z wielką rezerwą do propozycji wykorzystania tego budulca. Dlaczego? Przede wszystkim zakłada się, że słoma jest łatwopalna, łatwo ulega wilgoci i mogą się do niej dostać insekty. Jest to prawda, jeżeli mówimy o tych kostkach, które bierze się prosto z pola. Jeśli chodzi o słomę używaną we współczesnym budownictwie to jest ona impregnowana gliną i kompresowana, dodatkowo osadzona na drewnianej konstrukcji i pokryta glinianym tynkiem staje się odporna na płomienie o wiele bardziej niż ściany z drewna. Dodatkowo dom buduje się na podmurówce, dzięki czemu można zapobiec przechodzeniu wilgoci z ziemi do ścian. Strawbale, czyli słomiane kostki układa się w różny sposób – pomysłów autorskich w tej odmianie budownictwa jest kilka. Najważniejsze jest odpowiednie sprasowanie słomy oraz osadzenie w drewnianej konstrukcji. Jeżeli budujemy całoroczny budynek mieszkalny musimy założyć w nim instalację elektryczną. Trzeba się zastosować do ogólnych przepisów w tym zakresie. Przewody powinny być poprowadzone najlepiej wzdłuż bali drewnianych wzmacniających konstrukcję. Oczywiście odpowiednio izolowane od drewna i słomy. To samo dotyczy instalacji wodociągowej, która nie powinna stykać się bezpośrednio ze słomą, co może grozić ich zawilgnięciem. Przy zastosowaniu się do tych wszystkich wskazówek nie powinniśmy obawiać się o nasz ekologiczny dom. Budownictwo z gliny i słomy, choć stało się w ostatnich czasach tak modne, jest znane na świecie od wielu tysięcy lat. Był to budulec powszechnie dostępny niemal na całym świecie. Do dziś prymitywne budownictwo tego typu jest uprawiane w niektórych krajach Azji i Afryki, szczególnie na wsi. W Europie jeszcze w XIX w., a nawet na początku XX w. kojarzyło się z biedotą. Dziś jest dumą architektów tworzących w tym materiale. Jest też dostępne dla amatorów budownictwa, bo w sumie dość łatwe do nauczenia. Proekologiczne stowarzyszenia chętnie przeprowadzają niedrogie kursy budowania ze słomy i gliny. Coraz chętniej budują z tych materiałów osoby zamożne, pilnujące najnowszych trendów. Są jednak także dobrym rozwiązaniem dla osób nie posiadających wielkiego budżetu, a chcących wybudować dla siebie dom. To także dobry pomysł na ładny i tani dom letniskowy.
Trawa na dachu? To nie obraz zaniedbanej strzechy, to najnowocześniejsze trendy ekologicznego budownictwa. Nasza cywilizacja urbanizuje się coraz bardziej. Większość mieszkańców cywilizowanych krajów mieszka lub przynajmniej pracuje na codzień w miastach. Coraz bardziej oddalamy się od przyrody i być może dlatego coraz chętniej szukamy jej zastępstwa albo namiastki w miejskim krajobrazie. Jedną z propozycji, która z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom przyrody są zielone dachy albo ekologiczne dachy – jak można je nazywać. Są to takiego rodzaju zwieńczenia domów na których zamiast papy, blaszanych płyt czy nawet dachówki zasiewa się trawę. Rzecz jasna wymaga to specjalnej konstrukcji, bo dach przysypany ziemią i dodatkowo chłonący wilgoć jest bardzo ciężki. Ale opłaca się. Dom z góry wygląda jak niewielka łąka. Instalowanie tego typu dachów praktykuje się zarówno w dużych ośrodkach miejskich, jak i w małych miasteczkach. Warunkiem jest płaska konstrukcja dachu – od 2 do 20% nachylenia. Zielone dachy, porośnięte roślinnością to tak na prawdę żadna nowość. W krajach Bliskiego Wschodu i nad Morzem Śródziemnym znano je już w starożytności. W epoce nowożytnej były stosowane jako ochrona przed zimnem (w Skandynawii) oraz przed pożarami (w Niemczech). W latach 20-tych XX wieku architekt francuski La Corbusier, wprowadził zielone dachy do krajobrazu miejskiego. Chociaż na świecie metoda jest znana prawie od stu lat, nie znalazła sobie jeszcze zbyt wielu zwolenników w Polsce. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest na pewno mniejsza zamożność polskich inwestorów, ale też uprzedzenia co do takiego rodzaju dachów. Kojarzą się nam one z wilgocią, pleśnią i dodatkowym obciążeniem budynku, które może powodować osiadanie konstrukcji. Jednak to wszystko nie jest prawdę. Zielone dachy to niemłody już i sprawdzony sposób na uatrakcyjnienie oraz ponowne zazielenienie przestrzeni miejskiej. Wybudowanie dachu porośniętego trawą czy innego rodzaju roślinnością wiąże się z dodatkowym wydatkiem. Trzeba położyć kilka warstw chroniących podstawową powierzchnię dachu przed wilgocią oraz trzymających ciężką konstrukcję. Konieczne jest też zainstalowanie odpowiednich odpływów dachowych odprowadzających nadmiar wilgoci. Sam szczyt pokrywa się cienką warstwą ziemi lub substancji o podobnych właściwościach i zasiewa na nim roślinność. Chociaż wydatek może być duży – zwłaszcza przy większej powierzchni dachu, to korzyści są z pewnością niepomiernie większe. Przede wszystkim dach nadal spełnia te funkcje, jakie spełniał kiedyś – stanowi dodatkową warstwę chroniącą dom przed wychłodzeniem zimą i zbytnim nagrzaniem latem. Poza tym z pewnością jest jakąś dodatkową ochroną przez pożarem. W krajobrazie miejskim spełnia niezwykle istotną rolę, jako dodatkowa przestrzeń zielona. Zapewnia dotlenienie miejskiego powietrza, pochłania część zanieczyszczeń i zmniejsza efekt „miejskiej wyspy ciepła”. Dla mieszkańców jest też świetnym dodatkowym izolatorem od hałasu. Oczywiście ogrody na dachach spełniają też rolę najbardziej oczywistą – rekreacyjną. Jeżeli ktoś nie ma czasu, by wyjechać poza miasto, może udać się na kilka godzin na taki dach, pooddychać dobrze dotlenionym powietrzem i ukoić myśli spoglądając na otaczającą zieleń.